Ja

Rdz 49, 2. 8-10; Ps 72 1-4ab, 7-8, 17; Mt 1, 1-17

Będziemy dzisiaj w  100 % egoistami i zrobimy to specjalnie. Popatrz teraz na swoje „ja” – kim jesteś? Jaka jest twoja historia życia? Wstydzisz się jej czy jesteś dumny? Doceniasz jakich masz przodków czy gdybyś mógł cofnąć czas to byś coś pozmieniał? 

Wiele imion dzisiaj pada w Ewangelii, w 3/4 z ich w ogóle nie pamiętasz, więc jaki ona ma sens? Co nam przekazuje? Możesz zobaczyć skąd pochodzi twój Bóg, kim byli Jego przodkowie, jaką ma rodzinę. Czy w tym rodowodzie są same ideały? Czy Kościół wszystkich ich ogłosił świętymi? Nic bardziej mylnego! 

To drzewo genealogiczne Jezusa pokazuje, że wśród tych ludzi są i ci dobrzy, i ci źli – nikogo Chrystus się nie wypiera. Mateusz nie stara się wybielić Jezusa, stworzyć z Jego rodu jakąś nieskazitelną dynastię. Pośród tej wielkiej wyliczanki imion znajdziesz przestępców, niewierzących, prostytutkę, grzeszników. On się ich nie wstydzi. W całej historii zbawienia, Bóg stara się im pomagać. Wychodzi im na przeciw. 

To teraz zatop się we własnym „ego” – jak wygląda twoja rodzina? Pewnie od razu mógłbyś wskazać te czarne owce, tych niewierzących, tych nie chodzących do kościoła, tych kłócących się, tych grzeszników itd.

To jest właśnie ta najobrzydliwsza część naszego „ja” – bo zapominamy, że grzeszymy, że jesteśmy uczestnikami tych kłótni, że może jesteś praktykujący, ale czy wierzący? 

Pisałem wcześniej o przenikliwym wzroku, by dostrzec w sobie dobro, a dzisiaj popatrz na siebie i przestań latać z bandażem dobrego słowa, pomocy, wskazywania drogi drugiemu człowiekowi chcąc zaleczyć jego rany i popatrz na swoje własne serce, które powoli się wykrwawia i zacznij je leczyć, przede wszystkim przebaczeniem i dostrzeżeniem tego, że mój rodowód doprowadził do mojego życia. Gdybym chciał z niego wyrzucić kogokolwiek, mnie by nigdy nie było…