Milczenie jako miejsce spotkania człowieka z Bogiem

Milczenie staje się przestrzenią, gdzie spotykają się dwa światy: boski i ludzki; źródłem wszelkiego życia związanego z religią. W pierwszym spotkaniu, kojarzy się ono z nieobecnością, z nicością, z odmową; jest jednak obecnością «zagęszczoną», uprzywilejowaną sferą «sacrum», zarzucającą swój płaszcz pomiędzy czas i wieczność. Milczenie osłania godność życia. Człowiek nie jest w stanie sprofanować przestrzeni Milczenia, a osłania ono doskonałość Boga. Każdy człowiek jest w stanie stwierdzić, że w ciszy i skupieniu odczuwa pokój własnego serca. W takiej atmosferze może nawiązać relację, intymną rozmowę z samym Bogiem.

Już Pseudo-Dionizy Areopagita pisał, że im bardziej wznosimy się do świata wyższej rzeczywistości, tym bardziej ograniczony staje się nasz język i nasze słowa skracają się dla ściślejszego wyrażenia tego, co pojmowalne. I wreszcie, kiedy już wstąpimy do tej leżącej ponad rozumem ciemności, to nie znajdziemy już tam nawet nielicznych słów, lecz całkowity brak i mowy, i zrozumienia. W teologii pozytywnej słowo zstępuje z góry na dół – aż do ostatniego pojęcia, i pomnaża się w miarę schodzenia niżej i proporcjonalnie się zwielokrotnia. Tutaj natomiast, gdy wstępujemy od tego, co najwyższe, do tego, co jeszcze wyższe, słowo pomniejsza się w miarę wstępowania, by u kresu całkowicie zamilknąć i w pełni zjednoczyć się z niewysłowionym. Ukazał w ten sposób, że milczenie stoi ponad wszelkim słowem, które nie jest w stanie opisać czegoś, a raczej Kogoś, kto jest niewysłowiony.

Ten brak słów nie oznacza ograniczenia człowieka, wręcz przeciwnie, jest to przedstawienia momentu przejścia od słów do milczenia, od rzeczy pojmowalnych do tajemnicy. Tym dzięki czemu jesteśmy w stanie usłyszeć Boga jest właśnie milczenie, bo jak mówi znana łacińska sentencja in silentio loquitur Deus (Bóg mówi w milczeniu). Milczenie, które łączy człowieka z Bogiem nie może być puste, bezczynne. Chodzi o milczenie pełni, które jest wyrazem przeżycia Świętości. Takie milczenie jest zaprzeczeniem życia w zgiełku, w wyczerpującej gonitwie za pozornymi wartościami; otwiera ono człowieka na przemawiającego doń w rożny sposób Boga. Stając przed Bogiem, czujemy swą nędzę, bezradność; uświadamiamy sobie swą grzeszność. Dlatego pozostaje człowiekowi tylko milczenie. Ono jest znakiem, że nie ma się nic do powiedzenie, że jest się skazanym na Boga. W takiej chwili nasza rzekoma wielkość, dochodząca tak często do głosu we wzajemnym Współżyciu – okazuje się wielkim złudzeniem. Tego rodzaju pokorne milczenie przed Bogiem ma moc uzdrawiającą człowieka, moc zbawczą. Milczenie to przestrzeń, którą Bóg posiada sam w sobie, a człowiek przez to, że sam został stworzy na obraz Boży nieustannie tęskni za spokojem, który może osiągnąć w milczeniu, czyli zjednoczeniu z Bogiem. Nieodparcie chce się przytoczyć w tym miejscu słowa św. Augustyna, które potwierdzają ogromną potrzebę zamilknięcia w obecności Boga: niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie. Mianowicie, niespojonym będzie serce człowieka, póki nie zamilknie i nie odnajdzie Boga. W czasach współczesnych na potrzebę uciszenia własnego wnętrza zwrócił uwagę sługa Boży Jan Paweł II, który mawiał, że gdzie panuje milczenie i rządzi pokój, Bóg przemawia do ludzkiego serca.

Milczenie jest przestrzenią, dzięki której każdy człowiek może doświadczyć zjednoczenia z Bogiem, to tu w tej ciszy serca można zanurzyć się w milczenie, które zamieszkuje Bóg. Jest ono miejscem boskiej płodności, jest epiklezą duszy wierzącej, odczuwającej nostalgię za Absolutem; jest postawą obrzędową i egzystencjalną poprzedzającą każde prawdziwe spotkanie z Bogiem. Dla ludzi zwyczajnym środkiem komunikowania się między sobą są słowa, które nieustannie wprowadzają wątpliwości i lęk w ludzkie serca. Nie to jest jednak godne uwagi, lecz to, że człowiek sam siebie oszukuje nie widząc tego problemu w swoim życiu. Ucieka od milczenia, w którym mógłby zobaczyć prawdziwego siebie i dostrzec to, co go zniewala. Językiem Boga nie są słowa, lecz milczenie. Gdy zanurzymy się w nim, odkryjemy świat samego Boga, miłość wiecznie obecną w relacjach Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Jednak nie zawsze przestrzeń milczenia stanie się miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Niestety człowiek czasami ucieka od tego właściwego milczenia – milczenia pełni, ­do ciszy, która nie odkrywa Odwiecznej Miłości, lecz staje się cierpieniem. Elie Wiesel w stronę milczenia kieruje dość ostre słowa żalu: Żaden mistrz nie uprzedził mnie, że milczenie może być zgubne, że może prowadzić do kłamstwa, do zdrady, że może człowieka zdruzgotać i połamać, zamiast go scementować. Żaden mistrz nie powiedział mi, że milczenie może stać się więzieniem (…) Nie wiedziałem, że można z milczenia umrzeć jak umiera się z bólu, zmęczenia, głodu, choroby czy miłości (…) Także Bóg boi się milczenia, także On. Owo milczenie, które ma się stać miejscem spotkania Boga, stało się dla Elie Wiesela miejscem Jego braku i przestrzenią doświadczenia najgorszych uczuć jakich można doznać. Czym taki stan mógł być spowodowany? Niezrozumieniem milczenia, praktykowaniem go w momentach do tego nie odpowiednich. Bywają takie chwile w ludzkiej egzystencji, podczas których cisza powinna być zabroniona. Ostrzegał przed tym już w IV w., św. Grzegorz z Nazjanzu mówiąc, że czasami zbytni lęk powstrzymuje nas od mówienia, niekiedy bardziej niż to potrzebne, zamykamy się w kazamaty milczenia; i gdy nieopatrznie uciekamy przed wadami języka, bezwiednie plączemy się w jeszcze gorsze. Albowiem często, gdy na sposób nieumiarkowany uciszamy się w mówieniu, znosimy w sercu wielki rozgwar, tak, że im bardziej myśli kipią w umyśle, tym bardziej tłumi je gwałtowna straż niestosownego milczenia. I zazwyczaj tym szerzej się one rozlewają, im bardziej uważają się za bezpieczne, bo na zewnątrz nie podpadają uwadze krytyków (…) Na ogół ludzie zbyt milczący, gdy jakieś rzeczy niesłusznie cierpią, w tym ostrzejszy popadają ból, że nie wypowiadają tego, co znoszą. Albowiem gdyby język wysłowił spokojnie znoszone udręki, ból wypromieniowałby z świadomości; zamknięte bowiem rany bardziej dolegają, a gdy wyciek, który wewnątrz goreje, zostanie wyrzucony, boleść otwiera się na wyleczenie. Jak można zauważyć istnieje milczenie niestosowne. Roztropność człowieka powinna podpowiadać mu, czy w danej sytuacji jego wewnętrznych rozterk, ból nie będzie można w lepszy sposób wypowiedzieć niż przemilczeć. Inną odmianą złego milczenia, która tak naprawdę nie zalicza się do formalnego milczenia, jest mutyzm, czyli zamilknięcie w sytuacji gdy mówienie jest czymś właściwym jako normalny sposób porozumiewania się między ludźmi. Bardzo często motywacją takiego zamilknięcia jest tchórzostwo i słabość charakteru człowieka. Niestety praktykowanie mutyzmu prowadzi do izolacji od otoczenia i jakichkolwiek uczynków miłosierdzia względem bliźnich. To przerażenie milczeniem następuje wtedy, gdy traktujemy je jako odchodzenie od prawdy, jako niemożność zabrania głosu, jako spychanie w niepamięć tego co chciałoby się powiedzieć. Jeśli ktoś w ten sposób był wychowany w rozumieniu milczenia, staje się ono dla takiej osoby bólem, cierpieniem, czymś paraliżującym, a nie mobilizującym. Źle pojęte milczenie staje się zniewoleniem, kurczącym wnętrze, które wyraża niezdolność do więzi, do spojrzenia prosto w twarz. (…) wynika z głębokiego ateizmu, puste przerażające, nieuchronne, tragiczne «milczenie ducha». Drąży ono wnętrze jak rak.

         Istotnym jednak staje się dobrze rozumiane milczenie, które dzięki praktykowaniu może unieść każdego na wielkie wyżyny kontemplacji, niezależnie od tego kim się jest, czy matką wychowującą dzieci, zakonnikiem, robotnikiem czy księdzem. Najwyższym momentem kontemplacyjnego wtajemniczenia jest przemiana w wieczyste milczenie, o którym wspomina w swoich pismach bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej: Chciałabym przemienić się cała w milczenie i adorację, abym coraz bardziej mogła pozwalać się przenikać Bogu i Nim napełniać tak, by przez modlitwę przekazywać Go innym. Milczenie posiada zarówno wymiar osobisty, dzięki któremu człowiek nawiązuje intymny kontakt z Bogiem, jak również poprzez ten kontakt przemiana swoje życia i ukazuje je innym – wymiar społeczny. Musi nastąpić w myśleniu współczesnych ludzi pewne przewartościowanie. W listopadzie 2009 roku w niemieckiej gazecie Der Spiegel ukazał się artykuł pt. Stan odmóżdżenia przedstawiający obecny świat, w tym ludzi, zniewolonych przez komputery, telefony komórkowe i Internet, które stają się konkurentami człowieka. On sam gubi się w tym wszystkim podążając za zdobyczami współczesnej techniki. Informacje pożerają naszą uwagę, ona jest ich pożywieniem. Ale nie ma tyle uwagi, żeby nasycić wszystkie nowe informacje, nawet w naszym prywatnym życiu. Nasze głowy stały się platformą sieciową, na której informacje, idee i myśli walczą o przetrwanie. Ta nieustanna gonitwa ukazuje nam człowieka zagubionego, stającego się niby maszyną do przyjmowania tego, co świat proponuje. Niestety w tej ofercie brakuje milczenia, odosobnienia, zatem nie dziwi fakt, że świat coraz bardziej oddala się od Boga, który nie staje do walki z wielkimi koncernami. Poprzez nowe zdobycze techniki odciąga się człowieka od tego co jest najważniejsze w jego życiu, od sacrum. Gdy świętość zostaje stłumiona, to wraz z nią milczenie nie może egzystować, ponieważ świat nim pogardza. Należy nieustannie przypominać, że cisza nie jest wyłącznym przywilejem klasztorów czy zakonów. Prosta modlitewna cisza jest ciszą każdego – a jeśli nie jest, to być powinna. Należy do każdego chrześcijanina, który kocha Boga, do każdego Życia, który w swoim sercu usłyszał echo głosu Boga w wołaniu proroków, którego dusza odrodziła się w poszukiwaniu prawdy, w poszukiwaniu Boga. Natomiast tam, gdzie jest zgiełk – zgiełk wewnętrzny i chaos – tam Boga nie ma. Zapomniano o tym przywileju każdego człowieka, w szczególności wierzącego, że Bóg jest na wyciągnięcie ręki. Tą rękę trzeba skierować w stronę milczenia, w którym nieustannie jest obecny Bóg, a które może stać się udziałem wszystkich ludzi, a wręcz można stwierdzić, że jest udziałem wszystkich ludzi ochrzczonych.

Zrozumienie każdego człowieka następuje wtedy, gdy odniesiemy jego życie do boskiej pełni, boskiej istoty. Człowiek musi pojąć, że milczenie jest darem Boga, kształtuje jego dynamizm, porządek i prawdę. Czy jednak cisza ze swej istoty nie domaga się odosobnienia, izolacji od ludzi, swoistej pustyni? Nic bardziej mylnego. Catherine de Hueck Doherty, napisała, że pustynie, cisza i samotność nie oznaczają bynajmniej miejsc w przestrzeni, ale stany umysłu i serca. Takie pustynie można odnaleźć nawet w środku miasta w każdym dniu naszego życia. Wystarczy tylko ich poszukać i uświadomić sobie, jak ogromnie są nam potrzebne. Będą to te momenty samotności, niewielkie pustynie i maleńkie obszary ciszy, lecz doznania, jakie przyniosą, jeżeli będziemy gotowi udać się na nie, mogą być równie radosne i święte, jak na wszystkich pustyniach świata, jak na tej, na którą udał się sam Bóg – ponieważ to wołanie Bóg uświęca samotność, pustynię i ciszę. Jak można zauważyć milczenie jest stanem umysłu i serca, więc pośród otaczającego chaosu można wejść w głębię ciszy, by móc porozmawiać z osobowym Bogiem.

Miłość drugiego człowieka wypływa z osobowej struktury milczenia przywołującego niejako swą głębią głębię ciszy drugiej osoby. Gdyby milczenie nie warunkowało w wydarzeniu spotkania, milczenia drugiej osoby, nigdy nie byłoby możliwe spotkanie Boga z człowiekiem w przestrzeni milczenia. Trzeba nauczyć się tego milczenia, ponieważ nikt nie jest w stanie stworzyć, wywołać w sobie takiej ciszy, która stanie się automatycznie spotkaniem z Bogiem, ponieważ milczenie Boże odczytujemy w świecie, milczenie Boże odczytujemy również w sercu człowieczym. Istnieć może w tym sercu dwojakie milczenie. Jedno, które może w sobie sprawić sam człowiek, przy pomocy własnych sił, oczywiście przy pomocy codziennej łaski Bożej. Jest ono już czymś bardzo wielkim. Jest i drugie milczenie, które w nas może sprawić wyłącznie Duch Święty. Sami, bez pomocy codziennej łaski, nie jesteśmy w stanie go spowodować; wszelki wysiłek okazuje się tu daremny. Człowiek może tylko zgodzić się na Jego Najświętsze Działanie, przyjąć je, współpracować, zasługiwać dzięki niemu, nawet zaniedbywać, opierać się. Jest to nowy sposób Jego Najświętszej Obecności. Ta obecność Boga poprzez milczenie staje się rzeczywistością na każdej modlitwie indywidualnej. Wtedy każdy człowiek chcąc nawiązać intymny kontakt próbuje dojść do skupienia dzięki zachowaniu ciszy, która oprócz tego że jest podstawą rozmowy z Bogiem, jest również warunkiem pracy nad sobą i głębszego życia, przygotowującego zamieszkanie Boga w duszy. Milczenie pozwala oddać Bogu wszelki ciężar, którego człowiek nie jest w stanie sam udźwignąć. Ewidentnym zaproszeniem Boga do tego kojącego milczenia są słowa: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych (Mt 11, 28-30).

         W momencie, gdy milczenie człowieka stapia się z milczeniem Boga, owa cisza staje się miejscem ich spotkania. Ludzkie milczenie bierze swój początek z tej Bożej ciszy i do niej nieustannie, aż po śmierć, podąża. Ten obraz źródła i szczytu kieruje wszelkie myśli ku Eucharystii, która według posoborowej konstytucji ma się stać początkiem i kresem wszelkiego działania. Warto sobie uświadomić, że Eucharystia nazywana jest misterium, które w języku greckim podchodzi od wyrazu «myein», który oznacza milczeć, zamknąć usta. Dzięki temu, że boski i ludzki świat mogą spotkać się w jednym momencie – momencie swego zamilknięcia – odnowa liturgiczna nie odrzuca milczenia w liturgii, wręcz nakazuje jego przestrzeganie. Dzięki temu człowiek w jeszcze większym stopniu może doświadczać obecności Boga w Eucharystii, może kontemplować ciszą swego serca oblicze Boga uwidaczniającego się w swoim Ciele i swojej Krwi.