Normalność?

 

Co się z nami stało? Z nami, ludźmi? Czemu jesteśmy inni? Czego coraz bardziej się boimy? Przed czym uciekamy? Jak traktujemy siebie samych, drugiego człowieka? Jak traktujemy Boga?

Popatrz teraz na swoje życie:

  • Ja wobec siebie

Czy w codziennym życiu nie za bardzo gnasz do przodu? Po to by nie stracić pracy, być żyć, by zrobić zakupy, niczego nie zapomnieć… Potem odebrać dzieci ze szkoły, posprzątać w mieszkaniu, odwiedzić rodziców, wykonać pracę w domu …. Zatrzymaj się! Masz we mnie przystań. 

Gdy najnowszy jacht wypłynie na morze będzie osiągał szczyty swoich możliwości, dopłynie tam gdzie wyznaczy swój cel, pokona fale, zabierze na pokład dodatkowe osoby, ale… Gdy w pewnym momencie nie dopłynie do przystani        to skończy się paliwo, skończy się jedzenie i rozpocznie się tragedia – pozostania na środku morza, bez paliwa i jedzenia w najlepszym jachcie.

Ile razy w swoim życiu masz już dość? Jak często brakuje Ci czasu na wszystko? Nawet dla własnej żony,  męża, dzieci… A kiedy ostatni raz przybiłeś do przystani? Powiesz, że przecież dzisiaj, bo to miejsce jest przystanią! Zgadza się! Ale żeby nalać paliwa, trzeba otworzyć swój własny bak, trzeba otworzyć swoje serce i rozum. Zadaj sobie bardzo proste pytania: Co przed chwilą było przeczytane w Liturgii Słowa? O czym ona była? Czy ja siedzę tu z myślą, że oddaje swoją codzienność, życie, pracę, rodzinę, kapłaństwo, życie zakonne Jezusowi Chrystusowi? Jesteśmy w przystani, ale czy za parę minut nie odpłyniemy od niej, tak jak do niej przypłynęliśmy?

Konkretnie, co zrobić?

Stań się solą i stań się światłem! Sól – chroni i konserwuje to co mamy najcenniejszego, w starożytnym Izraelu nie znano żadnego innego środka do konserwacji. Masz chronić to co tobie jest najcenniejsze i nie pozwolić, by cokolwiek lub ktokolwiek to zniszczył. Co mam chronić? Jesteś księdzem – chroń to co otrzymałeś przez nałożenie rąk biskupa; jesteś zakonnicą – chroń charyzmat swojego zakonu; jesteś żoną, mężem – chroń swojej rodziny, dzieci i miłości; jesteś dzieckiem – chroń swoją niewinność; jesteśmy ludźmi – chrońmy swoją wiarę, godność i bycie normalnym człowiekiem. Ile robimy jako ludzie by chronić rezerwaty przyrody, a co robimy, by chronić siebie – rezerwat Boga?

Światło – rozświetla ciemność, wskazuje drogę, ukazuje to co nas otacza. Gdy zaczniesz chronić to co najcenniejsze w życiu, to z biegiem czasu i ogromu cierpliwości to pozwoli ci złapać oddech, pozwoli zobaczyć, że życie w pierwszym rzędzie toczy się w twoim wnętrzu i z niego może wyjść światło, które zacznie oświecać wszystkich. Ale czasami będziesz się bał tego światła, ponieważ oprócz tego, że wskaże drogę, to również pokaże brud, który jest na tobie i wokół ciebie. Ale widząc brud możesz go usunąć, gdy go nie dostrzeżesz to się po prostu przyzwyczaisz.

  • Ja wobec drugiego człowieka

Gdzie jest nasza normalność? Co mam na myśli? Panowie! Idzie kobieta z wózkiem i dochodzi do schodów, który z nas jej pomoże? Panie! Widzicie mężczyznę leżącego na chodniku. Która podejdzie i spyta co się stało, a która pomyśli, że leży pijany i przejdzie dalej? Gdzie jest nasza normalność? W którym momencie ona zaczęła zanikać?

Przerażają, myślę, że każdego z nas, informację, które docierają z całego świata, z Polski o tym jak się zachowujemy względem siebie jako ludzie: starsza osoba umiera w przychodni, bo nikt się nim nie zainteresował; dziecko jest bite w bloku w którym mieszka jeszcze 20 innych rodzin; młody człowiek jest dźgany nożem w środku miasta i nikt mu nie pomaga… i można byłoby tak mnożyć. Co się z nami dzieje?

To wszystko jest ze sobą bardzo mocno powiązane. Jeżeli przejdziemy przez pierwszy etap – relacji wobec siebie, zaczniemy dbać i chronić swoją własną wiarę, godność i bycie człowiekiem oraz poszczególne rzeczy zależne od naszego powołania to będzie potrafili dostrzegać w drugim człowieku – człowieka! Kogoś kto czuje, rozumie, popełnia błędy, ma wady – tak samo jak ja.

Wiecie dlaczego razem nie czujemy się parafią, wspólnotą? Bo siebie po prostu nie znamy! A wiecie jak bardzo siebie potrzebujemy?

Jest może ktoś koło ciebie np. drogi lekarzu, to osoba chora na raka, której już nie stać na kolejną wizytę u swojego lekarza…. Być może ten brat koło ciebie nie ma już co jeść, wystarczyłby jeden bochenek chleba… być może ta siostra  do której się uśmiechniesz ma ten sam rozmiar ubrań i sweter który nadaje się już tylko do wyrzucenia.

Prorok Izajasz pokazuje dokładnie jak mamy postępować: Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwrócić się od współziomków. 

Stajemy się coraz bardziej obcy dla siebie jako ludzie.

Konkretnie, co zrobić?

  • nie odwracać się od drugiego człowieka – widzę, że coś się dzieję to warto zapytać co i w jaki sposób mógłbym pomóc. Jeżeli wiem, że ktoś potrzebuje pomocy i wstydzi się o nią poprosić to zostaw chleb, ubranie w reklamówce na jego drzwiach – niech nie wie kto, no bo po co…
  • wyciągaj rękę – we własnym domu, na ulicy, w sklepie. To jeszcze za moich czasów czymś normalnym była pomoc osobie starszej w przejściu przez ulicę, w zaniesieniu zakupów do domu itd. a teraz? Jest to znane z filmów i bajek… może czas do tego wrócić?

 

  • Ja wobec Boga

Coraz częściej uciekamy przed Bogiem, ponieważ Jego bliskość pokazuje nam nasze braki, boimy się swoich słabości, nie chcemy o nich wspominać. Zaczynamy się wstydzić imienia Jezusa i przyznawać się do Niego lub stawać w Jego obronie w pracy, na przystanku, w szkole, na studiach. Zaczynamy sami wątpić w Jego wszechmoc skoro tyle bólu na świecie, zaczynamy wątpić w Jego Kościół skoro tyle w nim pedofilii.

Moja relacja i więź z Bogiem jest jedyną i niepowtarzalną – nie ma takiej drugiej na świecie, nigdy nie było i nie będzie. Od mojego poznania Boga, mojej z nim bliskości zależy w jaki sposób rozwinę w sobie to co zacząłem chronić – wiarę. Tylko bliskość Chrystusa pozwala nam patrzeć na rzeczywistość wiary i Kościoła w Jego perspektywie. Im dalej od Chrystusa tym Kościół staje się kolejnym urzędem i instytucją. Im bliżej, tym bardziej wspólnotą i rodziną.

Czasami w człowieku zrodzi się pytanie po co przyszedł do Kościoła, po co ma przyjmować sakramenty, skoro i tak Bóg jest wszędzie obecny. Tak! Jest w tobie, we mnie, jest    w miejscach gdzie pracujemy, gdzie się uczymy. To po co to wszystko?

Jeżeli wierzysz w Jezusa Chrystusa – światłość świata –  to wiesz dokładnie, że Bóg staje się człowiekiem, by zbawić nas i doprowadzić do zmartwychwstania – zapewne w to wierzysz, bo masz krzyż na szyi, na ścianie w domu.

Ten sam Chrystus wspomina kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew ma życie wieczne – co odzwierciedla to zdanie – czy nie Komunię świętą? Czyli najbardziej osobiste spotkanie z Bogiem?

Coraz bardziej osłabiona w nas jest modlitwa… Dlaczego? Dlatego, że mając lat 20, 30, 50, 80 modlimy się nadal jakbyśmy mieli lat 10. Wyobraźmy sobie, że będąc dorosłymi ludźmi dostalibyśmy ćwiczenia w pracy z rysowania literek alfabetu. Przecież z biegiem lat pewne rzeczy stają się dla nas nudne. Jeżeli sposób mojej modlitwy będzie dziecinny to będzie nudny, skoro będzie nudny to go w ogóle nie będzie lub będzie rzadko.

Konkretnie co zrobić?

  • poznaj swoją wiarę – chciej sięgnąć do czegoś co pozwoli ci bardziej zrozumieć, a przez to uwierzyć we własnego Boga. Masz wątpliwości, pytania? Spytaj księdza, umów się na rozmowę, skorzystaj ze wspólnot które pogłębiają Pismo święte, odpowiadają na trudne pytania
  • wyrusz w przygodę modlitwy – może warto by było paść czasami na kolana i powiedzieć Bogu co czujesz. Czasami to będzie radość, innym razem ból, nienawiść. Kładziesz się spać i totalnie nie masz siły – to powiedz Mu: Panie jestem wykończona, błogosław mi. Amen. 
  • pokochaj Eucharystię – zrozum co się dzieję w tym miejscu i tym czasie, chciej poznać głębie tego co się tutaj dokonuje, zaangażuj wszystkie swoje zmysły i pokochaj.

Ja wobec siebie, ja wobec drugiego człowieka i ja wobec Boga.

To teraz konkretnie – co zrobisz?