Sen (Przemienienie Pańskie)

 

 

Zawsze mnie ciekawiło w jaki sposób Pan Bóg mówi do mnie w codzienności.. Jak mówi do ciebie, wtedy kiedy jesteś na uczelni, w pracy, w szkole, w sklepie. Jak przemawia… Ktoś może powiedzieć, że przez znaki: spotkanych ludzi, wydarzenia. Zgadza się… Ale chodzi mi o takie bardziej osobiste, intymne mówienie Boga do ciebie. W jaki sposób? 

Sen, po prostu sen. Czy to znaczy, że moją najdoskonalszą modlitwą będzie ta jak wrócę do domu i pójdę spać? Nie, nie, nie! Sen jest pewnym obrazem. Czego? Wyciszenia, uspokojenia własnego serca, wejścia w głąb siebie, milczenia… Wtedy Bóg mówi do mnie.

Popatrz na Piotra, Jakuba i Jana. Ten dzisiejszy zapis Ewangelii tak wspomina lakonicznie o tym, że Jezus wziął ich ze sobą. Ale jak zobaczymy kilkanaście wersetów wcześniej to oni wszyscy znajdowali się w Betsaidzie. I nic dziwnego by w tym nie było, gdyby nie fakt, że Betsaida od Góry Tabor, czyli góry owego Przemienienia znajduje się ok. 30-40 km. Czyli stwierdzenie, że Jezus wziął ich z sobą oznacza, ze oni przeszli te 30-40 km stanęli przed góra, która ma ok. 700 m n.p.m. weszli na nią i mieli się modlić. Kto z nas po przejściu tylu kilometrów i wejściu na tą górę myślałby o modlitwie? Zmęczenie, pragnienie, głód, myśl o powrocie. I św. Łukasz zaznacza, że modlił się tylko Jezus, który podczas tej modlitwy przemienił się, jego tunika stała się lśniąco biała oraz pojawili się Mojżesz i Eliasz. Niesamowite wydarzenie, cud…

A co robili w tym czasie Piotr, Jakub  i Jan? Spali!Byli tak zmęczeni. Nagle się budzą! Piotr zaczyna coś mówić bezsensu o trzech namiotach… Pojawia się obłok, okrywa ich, zapewne totalnie nic nie widzą, zaczynają się bać i słyszą tylko, że mają słuchać Jezusa.

Czy odnajdujesz swoje życie w tej konkretnej Ewangelii? Bardzo często Bóg staje przed tobą i mówi chodź idziemy. I rozpoczyna się nasza wędrówka przez te 30-40 km. Może to być droga niezrozumienia, droga cierpienia, droga choroby, po prostu twoja droga, ty już sam wiesz… i gdy dochodzicie do końca to Jezus wskazuje ci taki Tabor i mówi jeszcze musimy wejść do góry, czyli większy wysiłek, większe zaparcie, większe zaufanie.

I co się dzieje gdy docierasz do celu? Jesteś wykończony, mówisz, że już nie dajesz rady i wtedy On się za ciebie modli. A ty zasypiasz. Gdy się budzisz to czasem twoje słowa są bezsensowe, lepiej by było milczeć. Ogarnia cię obłok, zaczynasz się bać. I słyszysz tylko, że masz słuchać Jezusa.

Wiesz, powiem ci, że się trochę zaczynamy gubić. Za dużo słów, informacji dociera do nas, które wcale nie pokazują, że warto żyć. Zaczynamy się gubić, ponieważ sami stajemy się dla siebie wilkami, kąsamy się, ranimy. Zaczynamy gubić, bo diabeł niesamowicie kusi, pokazując, że możemy wszystko mieć, nie ważne za jaką cenę. I zaczynamy gubić Jezusa, bo Go przestajemy słyszeć… Zatem jak się nie zgubić?

Jak wrócisz dzisiaj do domu to znajdź taki czas kiedy wyłączysz telefon, wyłączysz telewizor, radio, wyniesiesz tykający zegarek i zapadnij w taki sen, sen Piotra, Jakuba, Jana, czyli wycisz się, uspokój swoje własne serce, wejdź w głąb siebie, niech opanuje cię cisza i słuchaj… oddaj Mu oddaj mu swoje życie i słuchaj… usłysz bicie swojego serca, zobacz, że istnieje w tobie inny świat, inne wartości, inne życie… Nie zagubisz wtedy siebie, nie zagubisz życia, nie zagubisz Rodziny, nie zagubisz Boga, tylko słuchaj…