Tu chodzi o serce

 

Tysiące obrazów, miliony słów, niezliczone gesty, sytuacje, miejsca, osoby – to jest dzień każdego z nas. Przetwarzasz to w swoim mózgu, wpływa to na twoje decyzje, życie, czasami przygniata, a czasami pcha do przodu. Z tego pędu i wiru wpadasz jednego dnia w miejsce, które ma poukładać ten chaos, które ma ukazać ci coś więcej, pozwolić na to, byś wszedł w głębie samego siebie, byś zobaczył, że masz serce…

Prorok Ezechiel w Starym Testamencie pokazuje rzecz z którą mamy ogromy kłopot. Wspomina, że człowiek, który popełnia mnóstwo grzechów, odrzucił Boga – jeśli odwróci się od swoich błędów, będzie zbawiony.  Natomiast, jeżeli ktoś czci Boga, chodzi co tydzień do kościoła, modli się 3 godziny dziennie, a w swoim wnętrzu w tego Boga nie wierzy, będzie potępiony (zerknij sobie: Ez 18,25–28). Bo tu tak na prawdę chodzi o serce…

Pokazuje to Chrystus kiedy opowiada uczniom o dwóch synach, którzy mieli pójść do winnicy. Ja mogę powiedzieć, że idę do winnicy, a będę miał to gdzieś. Ja mogę powiedzieć, że mam to gdzieś, a potem zrozumieć, że źle zrobiłem i pójść.

Popatrz na to o czym na co dzień zapominasz – na swoje serce. Jakie ono jest? Jaki jest jego stan? Może krwawi               i umiera? A może pulsuje ogromem radości i chęci do życia? Bo wszelkie czyny, słowa, gesty i nasze zachowania, jak wspomni Chrystus w innym miejscu Ewangelii wypływają z naszego serca. Nieczystym nie czyni człowieka to co w niego wchodzi, ale to co wypływa z jego wnętrza.

Można być księdzem 4 lata, 30 lat, a w sercu nie wierzyć w Boga. Można co tydzień przychodzić do kościoła, a w sercu Go przeklinać. Jak byłem kapelanem więzienia i rozmawiałem czy spowiadałem morderców, oszustów, złodzei, tym bardziej się przekonywałem, że niczym się od siebie nie różnimy; że Bóg przemienia nas tak samo, z tą samą mocą, a jeżeli tam jest nawet więcej grzechu, to tam jest więcej łaski, która musi się przebić do serca konkretnego człowieka, by jest złamać, skruszyć i odnowić.

Chrystus mówi do ciebie: czy chcesz iść za mną? Może powiedzieć, że tak. Ale co mówi ci serce? Czyli jak jest na prawdę Wiesz co obiecał ci Jezus? Że będzie z tobą przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Aż do ostatniej sekundy kiedy nastąpi Apokalipsa, będziesz miał możliwość nawrócenia się, przemiany serca. A ja ci skomplikuje trochę życie i spytam: A skąd wiesz, że ta minuta kiedy czytasz ten tekst, nie jest Twoją ostatnią? A skoro nie masz pewności, bo nie masz, to dlaczego tak mocno ryzykujesz?

Wiecie jaki jest najbardziej bolący obraz dla nas, księży którzy sprawujemy Eucharystię? Że idąc udzielać Komunii, czasami ławki są zapełnione tymi, którzy mając zniewolone serce, kiedy miłosierdzie jest na wyciągnięcie ręki. Jakie pojawiają się wątpliwości:

Przecież byłem nie tak dawno? Już niedługo święta, to pójdę. Co sobie mąż pomyśli jak tak często latam do tego konfesjonału? Znowu powiem to samo? Przecież ja nie mam żadnych grzechów? Następnym razem pójdę jak się przygotuję? I mogę tak wymieniać… też jestem człowiekiem, wiem co się rodzi w mojej głowie…

Bo w tym wszystkim chodzi o serce… Żeby ono było nawrócone, czyli zwrócone ku Bogu… Dlatego spytam jeszcze raz: Jak wygląda Twoje serce? Co Cię zniewala? Co Ci nie pozwala wyrwać się z grzechu? Dlaczego grzech staje się ważniejszy od Chrystusa? A może nie potrzebujesz miłosierdzia? Hmm…? To po co wierzyć?